Welcome to PS Site Forum - ... o PLAYSTATION wiemy wszystko!

Zarejestruj się, aby uzyskać dostęp do wszystkich funkcji. Po zarejestrowaniu i zalogowaniu się, będziesz w stanie dostosować swój profil, otrzymywać punkty reputacji jako nagrodę za złożenie zawartości, a także komunikować się z innymi użytkownikami za pośrednictwem prywatnej skrzynki, plus wiele więcej! Ten komunikat zostanie usunięty po zalogowaniu się.

Grecky

Użytkownicy
  • Ilość dodanej zawartości

    1391
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    9

Reputacja

1124 Boss

O Grecky

  • Ranga
    antyokoni
  • Urodziny 04/24/00

Kontakt

  • Gamertag DamianBond
  • PSN ( ͡° ͜ʖ ͡° )

Informacje o profilu

  • Płeć Mężczyzna
  • Skąd Gdańsk City
  • Hobby Piłka nożna, filmy i gry

Ostatnie wizyty

24029 wyświetleń profilu
  1. Uznałem, że nie ma sensu walczyć z wiatrakami i zainwestowałem w swój egzemplarz Sony? Zawsze szanowałem
  2. PS4

    No oczywiście, że tak. Szukasz łóżka, wzywasz psa Umbrę i masz możliwość dalszej eksploracji mapy....
  3. @szuldi82Klęczący nazywa się Shane Black i jest reżyserem. Musi dotrwać do końca
  4. Milczenie - Martin Scorsese czekał wiele lat, by stworzyć ten film, a ja czekałem razem z nim. W końcu nadszedł ten dzień. Nie jest to łatwy ani przyjemny w odbiorze obraz. Trwająca grubo ponad 2,5 godziny opowieść o dwójce jezuickich księży z Portugalii, którzy wyruszają do Japonii w poszukiwaniu swojego mentora. Zanim przejdę do swoich wrażeń, jestem w obowiązku napisać, iż jestem osobą głęboko niewierzącą. Byłem wychowany w katolickiej rodzinie, byłem za dzieciaka ministrantem i do pewnego momentu naprawdę byłem pewien obecności Boga w moim życiu, a kościół był mi niezwykle bliski. Dzisiaj, po wielu latach nie boję się napisać, że czuję głęboką pogardę wobec tej instytucji i każdej osoby zaślepionej wiarą. Mimo tego Milczenie bardzo mi się podobało, chociaż nie wiem, czy to dobre określenie dla tego filmu. To nie jest produkcja czarno-biała. Scorsese nie nawołuje do wiary, nie gloryfikuje jej, chociaż to chrześcijanie są w tym filmie głównymi bohaterami. Z jednej strony można podziwiać ich wiarę, upór i głębokie przekonanie, że to co robią jest słuszne. Nikt nie powie, że to co robili im Japończycy było właściwe. Publiczne upokorzenia, tortury, terror i w końcu bolesna śmierć. Oni chcieli tylko móc wierzyć w Boga, a misjonarze z całego świata chcieli im w tym tylko pomóc. Główny bohater, którego zagrał Andrew Garfield (coraz bardziej szanuję tego aktora, dobrze, że anulowali jego Spider-Mana) jest co chwilę wystawiany na próbę. Oglądamy jego wątpliwości, momenty załamania, coraz bardziej doskwiera mu tytułowe milczenie. Widz będący osobą wierzącą być może odbierze to jako dowód na istnienie Boga. Dawał im wszystkim siłę, by przetrwać. Nie umierali na próżno, trafią przecież do raju.... Tak? Obejrzałem ten film z pozycji osoby niewierzącej. Całe te cierpienie, wiara w nadprzyrodzoną siłę, jest nie tyle śmieszna, co smutna. Wszystkie osoby wierzące ukazane były jako mieszkańcy wsi, zacofane, będące na poziomie czczenia słońca (na co wskazuje pewien dialog pod koniec). Nie mam wątpliwości, że ich śmierć była na marne. Chrześcijanie nie w sposób bezpośredni, jak w czasie krucjat, ale skazywali tych niewinnych i głupich ludzi na śmierć, mamiąc perspektywą raju, którego nie ma. To dowód na egoizm Chrześcijan. Bóg ponad wszystko. Na ich oczach ludzie byli paleni, duszeni, topieni. W imię czego ja się pytam? Nikt ich tam nie zapraszał, wtargnęli do Kraju Kwitnącej Wiśni, by wpajać im swoje przekonania. Nie pochwalam metod Japończyków, ale jednocześnie tylko zdecydowane działania mogły powstrzymać ich przed zarazą zwaną religią. Jestem już kilkanaście godzin po seansie, a ciągle mam ten film w głowie. Totalne pominięcie tego filmu przez Akademię Oscarową to ewidentny żart i dowód na ich niekompetencje. Obraz trudny, momentami niesamowicie przedłużany na siłę, zahaczający niebezpiecznie o miano przeintelektualizowanego i nudnego, ale ostatecznie Martin wyszedł z tego obronną ręką. Solidne 8/10.
  5. Co ta ciota znowu sapie? Bany go nie wydymał? Jakież to szczęście że nie muszę tych pedałów czytać.

     

    Pewnie z greckim na gadugadu po dupkach się liżą, szlochając w ekran.

     

    Jak widać homoseksualne zapędy okoniego nie słabną. Pewnie dostanę za ten status bana, okoni po raz kolejny nazwie mnie pedałem, za co dostanie lajki. Wieczna pogarda dla zawsze płynącego z prądem w ścieku okonia. Twoje miejsce jest na śmietniku. 

    1. Pokaż poprzednie komentarze  %s więcej
    2. okoni

      okoni

      Tylko płacz i zgrzytanie zębami zostało. 

    3. toreso

      toreso

      To w końcu masz tego bana na statusy czy nie :30vm3cw:

      I w ogóle co tutaj się dzieje na tym forumku?

    4. kill
  6. Gdyby Wiedźmin 3 był produkcji niemieckiej, to z taką ilością błędów byłby zaorany przez polską bojówkę z gimnazjum 

    1. michupol

      michupol

      THE BEST POLISH GAME FROM POLAND
      HEHEHEHHE

      HEHEHEHHEHEHEHE

      HEHHEHEHEHEHEHEHEHEHEHEHEHHEE

  7. Rom to pajonk, Pan pajonk
  8. Parówki są dobre pod grubą warstwą keczupu. Tak grubą, że nie czuć smaku parówek. Żeby nie było, że uje muje mięso z czekoladą tylko jem, to w zeszłym tygodniu na stół w piątek wjechała wątróbka drobiowa z cebulką i jabłkiem, a w sobotę placki ziemniaczane. Tarłem kurwa na najmniejszych oczkach aż do omdlenia. Ale co ten smak potem takich placków to ja nawet nie wiem
  9. Jeżeli potwierdzą się plotki o akcji ulokowanej na amerykańskich przedmieściach to beka wnusiu @HarDy odpowiadam. Pierwszy zginie czarny (obstawiam drugiego od lewej), kobieta z dzieckiem przeżyją dzięki brawurowemu poświęceniu blondyna
  10. PS4

    Przeszedłem. Zakończyłem linię fabularną na 57 poziomie. Każdy się chyba ze mną zgodzi, że nie jest to łatwa gra do oceny. Nie uważam jej za złą produkcję, wręcz przeciwnie, ale jednocześnie nie twierdzę, że jest to bardzo dobry twór. Gdybym miał wymieniać listę wad, elementów, które mnie irytowały, denerwowały, to z całą pewnością byłaby dłuższa niż lista rzeczy, które były na świetnym poziomie. Jednocześnie coś mnie co chwilę kazało wrócić do tego cudownie wykreowanego świata. Może i Insomnia to jest zderzenie różnych artystycznych wizji, ale nie mogę jej odmówić uroku. Pierwsze godziny w tej krainie były bardzo przyjemne. Fakt, świat jest nieco pusty, a porozrzucane co chwilę stacje benzynowe przy dwóch małych miastach na krzyż nie ratują sytuacji, ale te wszystkie lasy, łąki, pola i pustynie wypełnione potworami do ubicia przyciągają do ekranu. Może zacznę od razu od największej petardy, a nie mam wątpliwości, że jest nią muzyka. Być może jest to najlepszy growy soundtrack jaki w życiu słyszałem. Nuta, którą słyszymy przy przyzywaniu Summonów? No, są ciary. To samo walka, czy nawet spokojne przemierzanie rozległych terenów. Cudowna muzyka, cudowna. Na równie wysokim poziomie stoi ta gra pod kątem technicznym. Po jakimś demie miałem mnóstwo obaw, szczególnie jeżeli chodzi o liczbę klatek. I co? A tu cud! Gra chodzi fantastycznie, gram na upośledzonym Xboxie, a nie zanotowałem żadnych większych spadków. Mega płynna rozgrywka, co zasługuje na pochwalę przy dużym, otwartym świecie z grafiką, która cieszy oko. Tekstury nie do końca się czasami wczytały, czy były rozmazane, ale to szczegóły. Warstwa audiowizualna plus wykonanie na duży plus. Rzadkość w tych czasach. Gameplay? Z jednej strony walki niesamowicie efektowne, przyjemne, wciągające, ale z drugiej za łatwe, co po czasie robi się nieco monotonne, w dodatku polegają na trzymaniu jednego przycisku, z przerwą na trzymanie drugiego. Oczywiście, można sobie to wszystko urozmaicić, sam tak robiłem, ale nie zmienia to faktu, że nie jest to najlepszy gameplay z jakim miałem do czynienia. Przez pierwsze 30 godzin daje frajdę, a potem jest przykrym obowiązkiem. Nie raz i nie dwa uciekałem z pola walki (przemierzając świat), bo mi się już po prostu nie chciało robić press x to win. Sytuacja zmienia się jednak jak w kalejdoskopie, gdy natrafiamy na swojej drodze na jakiegoś wielkiego bydlaka, odpala się monumentalna muzyka i zaczyna taniec zagłady. Gdy jeszcze w to wszystko wmiesza się Ramuh albo Leviathan, to zapominamy o wszystkich wadach systemu walki opartego na jednym przycisku. O magii nie wspominam, bo wysysanie energii z kamyczków to jakiś nieśmieszny żart, który szybko zabija chęć zabawy z tym elementem. Postacie to również jednocześnie zaleta i wada. Z jednej strony mamy paczkę przyjaciół, których relacje napędzają tę historię i cała otoczka wokół nich jest jak najbardziej autentyczna. Bałem się tego całego boysbandu, ale ostatecznie wyszło to bardzo fajnie. Oczywiście, że są chodzącymi stereotypami, ale gram przecież w gierkę o ratowaniu świata, nie wymaga nic ponad ten schemat. O sile tej paczki najlepiej świadczy fakt, że początkowo 3/4 ekipy ma się serdecznie dość, a pod koniec tworzą nierozerwalną całość. Z drugiej strony mamy całą resztę postaci drugoplanowych, czarnych charakterów i innych niewartych zapamiętania twarzy. Obejrzałeś film przed zagraniem w grę, by lepiej zrozumieć meandry fabuły? Rewelacja, dalej jesteś w czarnej dupie. Połowa postaci po filmie znika, połowa niby jest, ale nic nie znaczy.... Dodatkowo ciągle zagubienie, gdy spotykasz postać, którą każdy dobrze zna, każdy oprócz ciebie i w głowie ciągle się zastanawiasz "kto to kurwa jest". I nagle jeb, to kluczowa dla fabuły postać. I nagle ona znika i już do końca nie wraca. I tak od początku do końca. Główny czarny charakter? Jedno wielkie WTF. Połowę gry irytuje, potem wkurwia, a na końcu raz jeszcze WTF. Gra ma tak chaotycznie poprowadzony scenariusz, że naprawdę można się czasami zadumać z myślą "czy ja przysnąłem? Nie włączyłem pauzy na czas wizyty w kiblu?". Fabuła to chyba największa wada tej gry. Tu nawet nie chodzi o to, że to sandboks i całość się rozmywa. Jeżeli większość wydarzeń dzieje się poza ekranem, tak wiele trzeba sobie dopowiadać, domyślać się, to ewidentnie coś poszło nie tak. Najpierw wszystko jest niemiłosiernie rozciągnięte (zaczynali pracować nad grą, spokojnie kleili kolejne wątki), a potem nagle wszystko przyśpiesza (góra popędza, montujemy grę na kolanie) i skaczemy od akcji do akcji. Że niby coś się ważnego fabularnie w tle dzieje? Kogo to obchodzi. Pach, pach, pach. Końcówka ratuje sytuacje, ale tylko za sprawą swojej epickości, bo po namyśle jest to raczej ckliwa scenka, w połowie z dupy i w połowie nie chwytająca za serducha tak jak powinna. A pamiętacie, że początkowo chodziło o ślub Noctisa z Luną? No, ja pod koniec gry też nie. Sama postać Luny również koncertowo spierdolona, ale to mi się nawet pisać nie chce, jak bardzo ten wątek jest popsuty. Tak bardzo czuć, że to miała być trylogia, że dziwię się, że ktoś to puścił w obieg. Rozumiem wszystko, zobowiązania, kontrakty, umowy, ale z szacunku do klienta nie powinno mieć to miejsca. Jakby Władcę Pierścieni streścić w jednym 2 godzinnym filmie to też wyszłoby gówno, gdzie Frodo otrzymuje pierścień, po drodze spotyka na chwilę resztę drużyny i szybko akcja przeskakuje do wybuchów w Mordorze.... Sauron efektownie upada, ale ty nie wiesz kim on jest i co to za dziad na ptakach ratuje hobbita.... To tak w skrócie o fabule FF. Jeszcze słówko o misjach pobocznych. Jesteś księciem, każdy o tym wie, witają cię jak księcia, mają do ciebie chyba szacunek i co? I dostajesz 150 zadań w stylu przynieś mi fasolę, przynieś mi ziemniaki, przynieś mi kamień, skocz zobaczyć co się stało z ciężarówką, wróciłeś, to skocz zobacz co się stało z kolejną ciężarówką.... Serio, końcówka roku 2016 a misje poboczne na takim poziomie. Zaczynasz misje, biegniesz do niej i w połowie drogi nie pamiętasz jaki był jej cel. Na pewno coś ubić albo coś przynieść. Jesteś księciem śmieciarzem od czarnej roboty. Naprawdę nie dało rady inaczej tego wykombinować? Naprawdę wszyscy w Square Enix uznali, że fajnie będzie iść na takie skróty? Miałoby to sens tylko w sytuacji, gdy Noctis trafiłby do obcej krainy i potrzebowałby pieniędzy na dalsza podróż albo inny wątek w tym stylu. Wystarczyło się odrobinę wysilić. W aktualnej formie to jest nieśmieszny żart twórców. Taka to jest właśnie gra. Gdy o niej myślisz i ją opisujesz czujesz zażenowanie. Zastanawiasz się ile rzeczy poszło źle, jak bardzo można było wszystko poprawić, stworzyć na tych podwalinach naprawdę genialny tytuł. Druga strona medalu jest taka, że gdy już trzymasz pada w rękach, to większość wad odchodzi w zapomnienie, bo ta gra spełnia swoją podstawową funkcję, czyli daje radość, czas z nią spędzony jest nawet przyjemny. To mimo wszystko udana produkcja, ale niestety skazana na zapomnienie w niedalekiej przyszłości przez swoje liczne niedoskonałości. Można zadać pytanie, czemu jest tak dobrze, skoro jest tak źle? Na samym końcu dodam, że jestem zły. Zły, że było tak blisko stworzenia doskonałej pozycji, a ostatecznie tak wiele do tego miana zabrakło.... ps. Rozdział 13 to dowód na brak istnienia boga. Gdyby istniał, to by nie pozwolił na stworzenie tak dennego poziomu.
  11. Komik, agent, który schwytał Escobara i dzieciak wychowany w pokoju? Posypią się Złote Globy i Oscary Jedyna nadzieja w kategorii wiekowej R i w tym, że gorzej niż w AvP nie może być
  12. okoni? Proszę o opuszczenie tematu jeżeli nie masz nic ciekawego do napisania, stulejko. Wklejanie zdjęć nieswojego jedzenia jest jak rozmowa o seksie i cowieczorne kręcenie śmigłem. Nie przystoi.
  13. @piachu00 Nie martw się, może kiedyś Ci się wyrobi gust kulinarny Zawsze mnie śmieszą lokale, które serwują na talerzu porcje dla 3-latków, a jeszcze bardziej mnie śmieszą osoby, których takie jedzenie jara i się przy nim lansują.... nie ma to jak solidny deser za 25 zł
  14. Lubię posiedzieć w kuchni trochę dłużej i się pobawić, ostatnio nawet więcej jak przy konsoli. Z takich uwiecznionych na zdjęciach w ostatnim czasie to tak: Łosoś w płatkach migdałów z sosem malinowym, polecam mocno W ostatnią sobotę postanowiłem zrobić słynną Carbonarę, tak mi smaka narobiły rozmowy na SB. Oczywiście prawilnie jajka, twardy dobry jakościowo ser i boczek surowy, wędzony. Proste i genialne. Za to w niedzielę przeniosłem się do Meksyku i na talerz trafił kurczak w czekoladowym sosie Mole. Trochę tym razem mi prezentacja nie wyszła ech, ale nadrabiało smakiem No i oczywiście pizze, również proste i przepyszne. Nie to, że tamto, ciasto i sos robię od podstaw sam. No i ser mozarella pod składnikami, a nie jakaś tona podlaskiego na górę. Tu akurat wersja mojej dziewczyny, bo kolorowa i wdzięczna do zdjęcia
  15. Temat dla prawdziwych mężczyzn. Dzielimy się tu swoim doświadczeniem, przepisami, pomysłami, inspiracjami, bo każdy wie, że mężczyzna gotuje zdecydowanie lepiej niż kobieta. Na zachętę wstawię zdjęcie Carbonary ze śmietaną i pieczarkami Jeżeli zjadłbyś powyższe danie, to proszę opuść ten temat