Powrót, który nie wyszedł
Gdy w 1999 roku na rynku pojawiła się gra „Corsairs”, wielu fanów strategii ekonomicznych i pirackich przygód zachwyciło się jej rozmachem. Nic więc dziwnego, że zapowiedź rebootu – „Corsairs: Battle of the Caribbean” – wzbudziła spore nadzieje. Niestety, premiera na Steamie okazała się bolesnym rozczarowaniem. Aż 79% recenzji użytkowników jest negatywnych, co stawia tytuł wśród najgorzej ocenianych premier roku.
Co poszło nie tak?
Gracze skarżą się przede wszystkim na liczne błędy techniczne, które uniemożliwiają płynną rozgrywkę. Nie działa prawidłowo sztuczna inteligencja przeciwników, a interfejs bywa nieczytelny. Wiele osób wskazuje też na niedopracowany system walki morskiej – kluczowy element każdej pirackiej strategii. „To nie jest odświeżenie, to wrak” – pisze jeden z użytkowników w swojej recenzji.
Kontekst rynkowy
Rebooty kultowych gier to zawsze ryzyko. Przykładów nieudanych powrotów jest wiele – od „Master of Orion 3” po „Sid Meier’s Pirates!” z 2004 roku, który choć dobrze przyjęty, odszedł daleko od oryginału. W przypadku „Corsairs: Battle of the Caribbean” problemem może być też zmiana wydawcy – za nową wersję odpowiada Microids, które w ostatnich latach ma na koncie zarówno sukcesy („Syberia: The World Before”), jak i wpadki („Gangs of Sherwood”).
Co dalej?
Twórcy zapowiedzieli już serię poprawek, ale na Steamie pojawiły się głosy, że gra została wydana zbyt wcześnie. W dobie early accessu i ciągłych aktualizacji społeczność oczekuje, że twórcy będą słuchać krytyki. Pytanie brzmi, czy Microids zdoła odbudować zaufanie i uratować tytuł przed całkowitym zapomnieniem.
Przyszłość „Corsairs: Battle of the Caribbean” zależy teraz od szybkości i jakości łat. Jeśli studio wyciągnie wnioski z krytyki, istnieje szansa, że za kilka miesięcy gra będzie przypominać to, co obiecywano w zapowiedziach. Na razie jednak pozostaje gorzką lekcją dla fanów pirackich strategii.
Foto: gry-online.pl

