Na zaledwie kilkanaście dni przed oczekiwaną odpowiedzią Komisji Europejskiej w sprawie obywatelskiej inicjatywy „Stop Killing Games”, jej organizatorzy opublikowali list otwarty. Dokument ten wyraża poważne zaniepokojenie możliwym wpływem dużych wydawców, takich jak Ubisoft oraz Video Games Europe (VGE), na ostateczną decyzję unijnych urzędników.
Obawy o manipulację postulatami
W liście otwartym, datowanym na 3 czerwca 2026 roku, przedstawiciele kampanii alarmują, że branżowi lobbyści celowo wypaczają pierwotne założenia inicjatywy. Chodzi przede wszystkim o walkę z praktyką „uśmiercania” gier, czyli wyłączania serwerów i blokowania dostępu do tytułów, które konsumenci legalnie nabyli. Organizatorzy obawiają się, że decydenci w Brukseli mogą zostać wprowadzeni w błąd przez argumenty firm, które twierdzą, że regulacje te uderzą w model biznesowy gier-usług.
Według autorów listu, Ubisoft i VGE od miesięcy prowadzą zakulisowe działania, aby przedstawić inicjatywę jako zagrożenie dla innowacyjności i swobody twórców. Tymczasem – jak podkreślają – chodzi wyłącznie o podstawowe prawo konsumenta do zachowania dostępu do zakupionego produktu.
Kontekst unijny i dotychczasowe działania
Inicjatywa „Stop Killing Games” została zarejestrowana w 2024 roku i szybko zebrała wymaganą liczbę podpisów obywateli Unii Europejskiej. Jej celem jest wprowadzenie przepisów, które zobowiązywałyby wydawców do utrzymywania gier w stanie grywalnym przez rozsądny czas po zakończeniu wsparcia. Podobne regulacje funkcjonują już w niektórych krajach, np. we Francji, gdzie od 2024 roku obowiązuje zakaz wyłączania gier bez uprzedniego udostępnienia kodu źródłowego lub narzędzi do uruchomienia gry offline.
Eksperci zwracają uwagę, że problem dotyczy nie tylko gier stricte sieciowych, ale również tytułów single-player, które wymagają połączenia z serwerem w celu weryfikacji licencji (DRM). W przypadku bankructwa lub decyzji biznesowej wydawcy, gracze tracą dostęp do treści, za które zapłacili.
Stanowisko branży i możliwe skutki
Video Games Europe, organizacja reprezentująca największe koncerny growe, wielokrotnie podkreślała, że utrzymywanie starych serwerów jest kosztowne i nieopłacalne. W odpowiedzi na list, rzecznik VGE stwierdził, że „branża stale poszukuje równowagi między potrzebami graczy a realiami ekonomicznymi”. Organizatorzy kampanii odpowiadają jednak, że chodzi o gigantyczne zyski firm, które mogą sobie pozwolić na utrzymanie infrastruktury, ale wolą ją wyłączyć, by zmusić graczy do zakupu nowszych wersji lub subskrypcji.
Decyzja Komisji Europejskiej, spodziewana jeszcze w czerwcu 2026 roku, może mieć daleko idące konsekwencje dla całej branży. Jeśli inicjatywa zostanie przyjęta, wydawcy będą musieli dostosować swoje modele biznesowe, co może wpłynąć na popularność gier-usług i subskrypcji. Z kolei odrzucenie postulatów może spotkać się z falą krytyki ze strony społeczności graczy i organizacji konsumenckich.
Sprawa ta pokazuje, jak trudne jest pogodzenie interesów wielkich korporacji z prawami konsumentów w erze cyfrowej. Niezależnie od wyniku, dyskusja o „uśmiercaniu” gier na pewno nie zakończy się wraz z decyzją Brukseli.
Foto: gry-online.pl

