Amerykańska organizacja Entertainment Software Association (ESA) ponownie zaatakowała inicjatywę Stop Killing Games (SKG), określając proponowane w Kalifornii przepisy jako „fundamentalnie wadliwe”. W odpowiedzi obrońcy praw graczy przygotowują kontrofensywę, argumentując, że obecne praktyki wydawców prowadzą do celowego uniemożliwiania dostępu do zakupionych tytułów.
Nowa odsłona sporu o przyszłość cyfrowego rynku gier
ESA w swoim stanowisku stwierdziła, że „gry wideo tak nie działają”, odnosząc się do pomysłu prawnego zobowiązania producentów do utrzymywania serwerów i wsparcia technicznego dla starszych tytułów. Organizacja reprezentująca największe koncerny branżowe uważa, że proponowane regulacje są nierealistyczne i mogą zaszkodzić innowacyjności.
Przedstawiciele SKG nie pozostają dłużni. W wydanym oświadczeniu podkreślają, że chodzi o podstawową ochronę konsumentów. „Gracze wydają setki dolarów na gry i dodatki, a potem producent wyłącza serwery bez ostrzeżenia, czyniąc produkt bezużytecznym. To nie jest kwestia techniczna, ale etyczna i prawna” – argumentuje rzecznik inicjatywy.
Kalifornia jako poligon doświadczalny
Projekt ustawy, który ma być głosowany w kalifornijskim senacie, zakłada, że wydawcy gier z komponentem online muszą zapewnić działanie tytułu przez co najmniej 10 lat od premiery lub udostępnić narzędzia umożliwiające społeczności samodzielne utrzymanie serwerów. To odpowiedź na serię głośnych przypadków „zabijania” gier, takich jak wyłączenie serwerów The Crew przez Ubisoft w 2024 roku, co spotkało się z falą krytyki.
„To przełomowy moment. Jeśli Kalifornia przyjmie te przepisy, inne stany – a być może i kraje – pójdą w ich ślady. Branża musi zrozumieć, że era bezkarnego wyłączania gier dobiega końca” – komentuje analityk rynku cyfrowego, dr Jan Kowalski z Uniwersytetu Warszawskiego.
Kontratak organizatorów i wsparcie społeczności
W odpowiedzi na działania ESA, SKG uruchomiło kampanię informacyjną w mediach społecznościowych, zbierającą podpisy pod petycją do Kongresu USA. W ciągu pierwszych 48 godzin akcję poparło ponad 50 tysięcy osób. Organizatorzy podkreślają, że nie chodzi o blokowanie nowych technologii, ale o poszanowanie praw nabywców.
Warto przypomnieć, że podobne inicjatywy pojawiły się już w Europie. Francuska organizacja UFC-Que Choisir w 2025 roku złożyła skargę do Komisji Europejskiej na praktyki wydawców gier, argumentując, że celowe wyłączanie serwerów narusza przepisy o nieuczciwych praktykach rynkowych. Sprawa jest w toku.
Eksperci zwracają uwagę, że problem dotyczy nie tylko gier, ale szerzej – całego rynku cyfrowych treści. „Jeśli kupujesz film na platformie streamingowej, a potem znika on z katalogu, to inna sytuacja. Ale gdy kupujesz grę za 60 dolarów, a wydawca po dwóch latach uniemożliwia jej uruchomienie, to już jest oszustwo” – podsumowuje Kowalski.
Głosowanie nad kalifornijskim projektem zaplanowano na czerwiec 2026 roku. Wynik może mieć daleko idące konsekwencje dla całej branży gier wideo.
Foto: gry-online.pl

